-Jak bardzo chciałabym mieć cię teraz przy sobie- powiedziała sobie w myślach, ale wiedziała że to nie możliwe. Często myśli gdzie teraz znajduje się jej brat. W niebie? Przypomniała sobie wszystkie chwile spędzone z nim i ten nieszczęsny dzień wypadku. Michał wyjeżdża swoim ścigaczem z podwórka, rozpędza się do 200 km/h, gdy nagle z bocznej uliczki wprost na niego wpada ciężarówka. Oczy Weroniki na samą myśl zaczynają się szklić. Z transu wyrwała ją stewardessa.
-Zaraz ląduje, proszę zapiąć pas- powiedziała i odeszła.
Wera zapieła pas i szeroko się uśmiechneła. Przypomniała sobie po co tu jest. Samolot wylądował wysiadła z niego i poszła po swój bagaż. Wzięła go i już chciała dzwonić po taksówkę, gdy zobaczyła Jess.
-Hej Wera!
-Hej Jess!- obydwie krzyczały i rzuciły się sobie w ramiona.
-Jak minął lot?- Jess zaczęła rozmowę gdy szły już do auta.
-Nawet dobrze, ale mów co u ciebie. Niewidziałyśmy się chyba 2 lata.
-Wszystko w porządku. Niedawno zerwałam z Franckiem. Teraz jestem samą i szczęśliwa.- po tych słowach wsiadły do samochodu. Rozmawiały o wszystkim i o niczym. Śmiały się na cały głos. Wreszcie pojechały do domu. Wera wysiadła z auta i stanęła jak wryta.
-Wow- powiedziała cicho i zaczęła kierować się w stronę willi. Otworzyła drzwi kluczem który dostała od Jessiki i weszła do środka. Dom był duży, przestronny i świetnie urządzony.
-Może byś mi pomogła- śmiała się Jess wchodząc do domu z walizkami.
-Tak! Jasne! Zapomniałam- teraz już obie się śmiały. Wera wzięła walizki od swojej kuzynki i postawiła je w salonie.
-Nie chcesz zobaczyć swojego pokoju?
-Jasne, że chce!- wzięła jedną że swoich walizek i pobiegła po schodach w górę mało się nie zabijając.
-Drugie drzwi po prawej- krzyknęła do niej Jessika.
Weronika wbiegła na górę stanęła przed drzwiami i powoli nacisneła na klamkę. Weszła do srodka, postawiła walizkę na ziemi i zaczęła się rozglądac. Pokój był duży i świetnie urządzony. Jasne ściany, ogromne łóżko z tysiącem poduszek, kilka półek i dwoje tajemniczych drzwi. Podeszła do jednych i nacisneła na klamkę. Weszła do środka i ujrzała tam garderobę która była prawie tak duża jak pokój. Dokoła były półki i wieszaki. Po chwili wyszła i nacisneła klamkę drugich drzwi. Ujrzała tam łazienkę z ogromną wanną. Wyszła z niej i udała się w kierunku okna. Za firanką zobaczyła drzwi balkonowe. Wyszła na zewnątrz stały tam dwa krzesła i mały stolik. Balkon nie był duży ale rozciągał się z niego widok na całą Barcelonę, kątem oka zobaczyła Camp Nou. Rozglądała się jeszcze chwilę, ale przypomniała sobie o Jess. Zbiegła na dół przytuliła kuzynkę i pocałowała ją w policzek.
-Ten pokój jest idealny. Dziękuję!-powiedziała Wera.
-Nie ma za co
-Wiesz, pójdę się odświerzyć po podróży
-Jasne, tylko się pospiesz, za godzinę obiad-powiedziała Jessika
Wera weszła do swojego nowego pokoju. Otworzyła walizkę, wyciągnęła z niej niezbędne rzeczy do kompieli i udała się do łazienki postanowiła wziąść prysznic. Ciepłe kropelki wody odprężały jej ciało. Po 15 minutach wyszła i owineła się białym ręcznikiem.
Nasmarowala się balsamem, założyła bieliznę, nadgarstek starannie owineła białym materiałem po czym w szlafroku weszła do pokoju i zaczęła szukać ubrań. Wybrała jak zwykle czerń. Czarna koszulka z napisem '#fuck', czarne Vansy, czarny ful cap, na nadgarstek założyła czarną bandamkę. Jedyną odmianą w jej stroju były ciemne jensowe spodenki. Tak już się przyzwyczaiła. Lubiła czerń, ten kolor był odzwierciedleniem jej duszy.
Zeszła na dół i zobaczyła Jess nakrywającą do stołu.
-Siadaj. Już podaję tortille. - powiedziała radośnie hiszpanka, po czym szeroko się uśmiechneła. Wera usiadła przy stole i razem z kuzynką zaczęły konsumować posiłek. Wera zjadła tylko połowę i patrzyła jak Jess kończy jeść.
-Nie smakuje ci?- spytała swojego gościa
-Smakuje, ale nie jestem głodna- powiedziała i sztucznie się uśmiechneła. Obie znały się bardzo dobrze, ale nie spędzały ze sobą dużo czasu. Często rozmawiały przez telefon.
-Mam ochotę zrobić dziś coś szalonego.- powiedziała Wera i uśmiechneła się szeroko. Szybko wstała od stołu i skierowała się w kierunku drzwi- Wrucę wieczorem nie czekaj na mnie z kolacją- krzyknąła do kuzynki po czym wyszła.
-Uwarzaj na siebie!- usłyszała za sobą. Chodziła ulicami Barcelony i myślała o swoim życiu. Nic nie miało dla niej sęsu. Dlaczego wszyscy ją zostawiają, nikt jej nie chcę wszystko niszczy. Ojciec zostawił ich gdy była mała matka ma ją gdzieś i jeszcze jej brat zabił się na motorze. Teraz boi się wsiąść na motor lub do samochodu. Kiedyś to była jej wielką pasją. Oczywiście obok piłki. Zawsze czuła że ma bardziej męski tok myślenia. Może dlatego nie mogła znaleźć chłopaka. Od dzieciństwa dobrze się z nimi dogadywała, ale może to dlatego że była dla nich jak przyjaciel a nie partnerka.
Szła tak rozmyślając gdy zobaczyła salon fryzjerski. To jedno było w niej z kobiety- kochała farbować włosy. Weszła do środka.
-Dzień dobry- powiedziała i się uśmiechneła
-Dzień dobry- odpowiedziała jej młoda dziewczyna
-Chciałabym przefarbować włosy
-Dobrze, usiądź tutaj- powiedziała i wskazała fotel przed wielkim lustrem- to na jaki kolor farbujemy? Ciemny bląd, a może rudy?- spytała. Weronika pokręciła głową na znak zaprzeczenia.
-Myślałam raczej o czymś innym- powiedziała i głupkowato się uśmiechneła.
-Rozumiem- odpowiedziała wesoło fryzjerka po czym podała jej katalog kolorów. Wera wybrała kolor i po godzinie dalej spacerowała ulicami Barcelony. Teraz wyglądała tak
Bardzo spodobały jej się nowe włosy. Spaceroała jeszcze długo, aż znalazła się w jakimś parku. Rozglądała się do okoła, po chwili straciła grunt pod nogami i wylądowała na ziemi.
- Uwarzaj jak chodzisz wariatko- powiedział dość zirytowany głos, jakby jej znany.
-To ty na mnie wpadłeś- powiedziała wkurzona, usiadła na ziemi i zaczęła oglądać stłuczone kolano. Lała się z niego krew, ale się tym nie przejeła, była przyzwyczajona do takiego widoku.
-I co? Może jeszcze myślisz, że cię przeprosze i odwiozę do domu? Może do tego mam ci dać mój numer? Chyba śnisz.
-Poradzę sobie sama. A z resztą po cholerę mi twój numer?- podniosła się z ziemi i dopiero teraz zorientowała się że stoi przed nią jej dawny idol, Neymar.- I co? Myślisz sobie może, że skoro jesteś jakimś tam nędzny piłkarzem Barcy to od razu wskoczę ci do łóżka?
-A nie?- zapytał zdziwiony.
-Nie! Jesteś tylko nędznym istotą twoje fanki myślą, że jesteś inny.
-Nie obchodzi mnie co inni o mnie myślą!
-Dobra. Skończ. Nie chcę mi się z tobą rozmawiać.- wykrzyczała i skierowała się w kierunku domu.
Ney usiadł zdenerwowany na ławce i patrzył jak odchodzi
-Dziwka-powiedział cicho ale chyba usłysząła. Już chciał iść do domu ale na ziemi zobaczył telefon. Podniusł go i schował do kieszeni.
-Oddam przy okazji- powiedział sam do siebie a później zaśmiał się z siebie w duchu. Już całkiem zwariował- mówił sam do siebie. Poszedł do domu. Jak zwykle było tam cicho. Już nie dawał sobie z tym rady. Jego rodzina była w Brazylii i nie chciała tu przyjechać. Usiadł na kanapie i wyjął z kieszeni telefon Wery. Odblokowanie nie zajęło mu zbyt wiele czasu. Automatycznie zapisał sobie jej numer, ale nie wiedział jak ma na imię. Udał się do swojego pokoju, rzucił się na łóżko. Już nic go nie obchodziło nawet się nie przebrał. Nawet nie miał ochoty, żeby się napić. Miał dosyć tej samotności. Miał dosyć swojego życia. Powoli nie dawał już sobie rady. Podniósł swoje nadgarstki na wysokość oczu. Sam nie wiedział dlaczego to zrobił. Nie chciał na nie patrzeć. Były oznaką jego słabości. Przewrócił się na bok i zasnął.
Wera po drodze weszła do sklepu. Kupiła paczkę papierosów, dwie butelki Jacka Danielsa i dwie żyletki. Sprzedawczyni dziwnie się na nią popatrzyła, ale Wera nic sobie z tego nie zrobiła. Skierowała się w stronę domu. Weszła do mieszkania trzaskając drzwiami. Z kuchni wyszła Jess
-Stało się coś?- spytała stojąc w futrynie.
-Nie, nic.-powiedziała wychodząc z przedsionka i odruchowo podciągając spodenki.
-Coś ty zrobiła z włosami?- Jessika stanęła jak wryta.
-Przecież mówiłam że chcę zrobić coś szalonego- powiedziała po czym szeroko się uśmiechneła.
-Myślałam, że upijesz się do nieprzytomności i wrócisz nad ranem.- powiedziała i obie zaczęły się śmiać. "No niestety kuzyneczko, taki mam zamiar" pomyślała.
-Pięknie wyglądasz w tych nowych włosach.- powiedziała hiszpanka i szaroko się uśmiechneła.
-Dziękuję- odpowiedziała beznamiętnie Polka po czym skierowała się na górę ze woimi zakupami.
Weszła do swojego pokoju, położyła torbę na łóżku i zaczęła się rozpakowywać. W tej wielkiej garderobie jej ubrania nie zajmą nawet połowy półek "trzeba to zmienić"-pomyślała. Po 10 minutach znudziło jej się układanie ubrań więc postanowiła wziąść prysznic. Zabrała z garderoby potrzebne rzeczy i skierowała się do łazienki. Stanęła pod natryskiem i odkręciła wodę. Stała tak prawie pół godziny. Chyba myślała że woda zmyje z niej złość. Wkońcu wyszła z kabiny i otuliła się ręcznikiem. Wytarła się dokładnie i wysuszyła włosy po czym związała je w niezgrabnego koka.
Założyła ciepłe dresy i dużą bluzę. Wzięła swoje zakupy i wyszła na balkon. Usiadła na zimnej podłodzę. Wyciągnęła z torebki papierosy i butelkę whisky. Paliła papierosa za papierosem popijając trunkiem. W jej słuchawkach leciały najlepsze rockowe kawałki. W końcu usłyszała tekst swojej ulubionej piosenki
Bo jest paru ludzi,
Bo jest parę w życiu dobrych chwil,
Bo jest parę złudzeń
Które warto mieć by żyć.
Te słowa ją raniły. Nie miała już nic. Miała dość swojego życia. Dlaczego wszyscy od niej odchodzą? Dlaczego ma w życiu tak ciężko? Wierzyła w Boga, z całego serca, ale czasem przestawała ufać w to, że ją kocha. Czuła się jakby ktoś włożył ją w karton i o niej zapomniał. Nie dała już rady. Wyciągnęła z torby żyletkę. Trzymała ją mocno kalecząc palce. Zastanawiała się długo.
-Nie mam już żadnych złudzeń- powiedziała sama do siebie I przyjechała nią po białym od blizn nadgarstki. Przez chwilę patrzyła na małe kropelki krwi na jej skurze. Po chwili wywarła je. Weszła do pokoju, rzuciła swoją torbę na fotel i padła na łożko. Zasneła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz